środa, 28 września 2016

Post


Mój brat we mnie uwierzył i założył mi własną stronę, więc od teraz zapraszam na fashianne.pl
Serce podchodzi mi do gardła, ale przygodo trwaj. Chorobo kończ się. Haha :)

wtorek, 13 września 2016

FACEPALM

 Taką miałam minę po tym, jak przedwczoraj nowa współlokatorka odwaliła nam numer roku. Jeszcze wczoraj rano pielęgniarki rozmawiały o tym, a jedna szczerze powiedziała, że takiego ewenementu jeszcze nie miały. Co się stało? Nie powiem, nie chcę nikomu robić problemów. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Niestety ta sytuacja oraz myśl, że druga współlokatorka, ta normalna, mnie opuści. Załamała mnie. Już wcześniej doktor ostrzegł mnie, że regeneracja tym razem potrwa dłużej. Nie spodziewałam się jednak, że do sali dostanę tak trudną osobę. Tak, więc nadszedł ten moment upadku. Teraz liczy się dla Ciebie każda minuta, każde słowo nadziei od doktora. Liczy się też każdy ból, kichnięcie, które oddalają Cię od domu. Pomyśleć, że jeszcze wczoraj zostanie tutaj do 21 września nie sprawiłoby mi problemu. Teraz rozmowa z kimkolwiek kręci się już tylko przy tym temacie. I jak bardzo chcę stąd wyjść, jak mi tu źle. W jak okropnym położeniu będę. ZOSTANĘ SAMA. Tak się nakręcałam, nakręcałam, w końcu sama sobie dałam klapsa w twarz. Ogarnij się, zaraz wyjdziesz i będziesz z rodziną. Zaraz jedziesz już do Katowic tutaj wrócisz tylko w odwiedziny. Ogarnij się jak coś będzie nie tak to „podkablujesz” ;).  Ogarnij się, bo masz tak wspaniałe osoby dookoła siebie, że nigdy nie będziesz sama. Spuściłam trochę pary, rozluźniłam tyłek i nagle zrobiło mi się o niebo lepiej. W internecie jest pełno obrazków z napisem nieważne jak upadasz, ważne jest to jak wstajesz. To był taki mój upadek. Wstałam z uśmiechem, więc uznałam to za moje małe zwycięstwo. Za które daję sobie małe trofeum z emotikonek! Moja mama wiedziała, że nie jest mi łatwo, więc wysłała mi tekst z Kubusia Puchatka
Zwróciłam mamie uwagę, że moim ulubionym dniem jest dzień wyjścia. Odpowiedziała, że tak, ale wtedy przychodzi do mnie doktor i mówi : Aniu dzisiaj wychodzisz. Ma rację, także od dzisiaj, DZISIAJ jest moim ulubionym dniem. Polecam sprawianie, żeby to dzisiaj było też waszym ulubionym.
Czas na kolejne marzenie. Chciałabym zmotywować na początek 1000 osób do bycia dawcami szpiku. Pomoże mi w tym, mam nadzieję, mały projekt, który chce wykonać. Wiem, że mi się uda ! Są na razie 4 osoby, licznik tyka !
Ps. Trudna współlokatorka wyszła, druga też wychodzi. Od środy do niedzieli mam "apartament" tylko dla siebie. Będzie impreza !

sobota, 10 września 2016

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Ironia losu post o kolejnych nieprzyjemnościach związanych z chemia, muszę pisać wtedy kiedy czuję ŚWIETNIE! Chociaż może to i dobrze.
Beznadziejne po chemii jest to, że w sumie nie wiadomo co Ci się stanie haha. Za pierwszym razem miałam zapalenie w buzi. Za drugim ciężej mi było psychicznie przez wyjście koleżanek. Za to przyjście uciążliwej współlokatorki, do tego nie było mojego lekarza prowadzącego. Człowiek się wtedy czuje bardzo niepewnie!
 Teraz za trzecim razem dzień po chemii miałam badania zębów. Pantogram. Trzeba było stanąć  sobie przy maszynce, głowa miedzy wystającymi z góry pachołkami. Przygryźć wystający żółty patyczek zębami. Pachołki sie zaciskały utrzymując Ci głowę w bezruchu, chwila z zamkniętymi oczami  i zdjęcie zrobione. Proste, co nie? Na każde takie badanie przychodzi po nas jakiś Pan. Pan spytał się mnie na początku czy dam radę iść. NO ALEŻ OCZYWIŚCIE ! JA NIE DAM RADY ? Doszłam, bez problemu. Trochę trzeba było przejść po schodach i jak już byłam na szczycie to czułam lekki niepokój,  o którym powiadomiłam swojego Pana. Postałam chwile i czułam się w sumie okej. Weszłam, siadłam, po chwili Pani prowadząca badanie poprosiła mnie o wstanie i podejście do maszyny. I niestety, ale nie podołałam tym prostym czynnościom, które miałam zrobić podczas badania, bo sobie na chwilę zemdlałam! Na szczęście mój mądry Pan stał pod drzwiami i czekał, bo wiedział, że coś się święci. Bardzo sie przejął, co tak ujęło moje serce, że na pewno dostanie czekoladę. Pan i Pani położyli mnie na podłodze, podnieśli nogi. Poczekaliśmy chwilę, aż mi przejdzie i dawaj drugi raz, tym razem na krzesełku żeby nie padła. HA HA! Tak zaśmiał mi się w twarz mój organizm i po chwili znowu leżałam z nogami w górze. Na szczęście do trzech razy sztuka. Badanie udało się wykonać, a ja miałam swoją pierwszą w życiu przejażdżkę na wózku. Nie, nie było fajnie. Po tych przygodach przyszedł czas na odebranie mi kolejnego. Zmysłu wzroku. Siedzę w szpitalu z książkami, szydełkiem, słownikiem, gazetami, komputerem i nie mogę nic z nimi zrobić. Damn. Zapalenie spojówek to okropny dziad, gorszy od zapalenia w buzi. Wzrok zwrócono mi po dwóch dniach spania, za to odebrano wkłucie. Na szczęście to akurat pikuś. Nowiuteńka 16 centymetrowa rurkeczka wbita żyłę pod obojczykiem, ale przyznam wygodna. Miałam narazie 5 i polecam bardziej niż wenflony!
Na tym moje złe dni się skończyły. Przetrwałam. I jest super! Dzisiaj był dobry dzień. Dowiedziałam się, że przeszczep będzie jakoś 5 października, wiec będę miała, aż 2 tygodnie wolnego. Dostałam od Mamy kinder bueno, któro smakuje jak kinder bueno. W przeciwności do 3 bita, kolejny skutek uboczny chemii. I bardzo ważna rzecz zrodziły się we mnie dwa nowe marzenia. Jedno to pojechanie na wyprawę i zobaczenie 7-miu cudów świata. Drugie kupienie busa i pojechanie w świat z ukochanym i.. zobaczymy! Niestety rodziny na razie nie będę mogła mieć, będę po studiach, więc po co siedzieć na tyłku skoro można coś przeżyć! Życie jest piękne :)

wtorek, 6 września 2016

Dziękuję śmiertelnej chorobie ?!


Trudno jest pisać o tym za co jest się wdzięcznym chorobie, akurat w gorszy dzień. Dlatego nie oszczędzę jej również następnego posta z WADAMI! Jednak jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B, dlatego na chwile zapominam o tym co dziś i wczoraj było brzydkie. Zagłębiam się w głowę i od razu widzę pozytywy innych dni. Żeby było łatwiej wypiszmy w punktach:
Dzięki mojej chorobie dużo ludzi poszło się przebadać, zarejestrować jako dawcy i oddać krew! (DZIĘKUJĘ)
Dzięki mojej chorobie poznałam wspaniałych lekarzy za równo na Kraśnickich jak i na Staszica. I mnóstwo świetnych pielęgniarek, których imion nigdy nie mogę spamiętać.. Ale świetnie się nami opiekują i są cudowne mimo długich godzin na nogach.
Dzięki mojej chorobie poznałam również inne onkoludki, z którymi na pewno utrzymam kontakt, bo są cudownymi i wspierającymi osobami.
Dzięki mojej chorobie poznałam różne osoby na fb lub instagramie, które do mnie napisały i jak tylko będę mogła to pojadę na wycieczkę do Nysy do najfajniejszych bliźniaczek !
Dzięki mojej chorobie dowiedziałam się, że jestem tak naprawdę MEGA pozytywną osobą i mam w sobie bardzo dużo energii. Jak ja mogłam tego wcześniej nie zauważyć ?!
Dzięki mojej chorobie mam czas na rozwijanie różnych zajawek, które zawsze odkładałam na później. Szydełkowanie, język włoski, muzyka, blog.
Dzięki mojej chorobie zmieniłam na lepsze swój charakter. W końcu nauczyłam się tego, że mam swoje zdanie i mogę je wypowiedzieć. Jestem gotowa na hejterów, ponieważ to też taki rak tylko w internecie. Poradziłam sobie z rakiem w szpiku, internetowy może mi  naskoczyć!
Dzięki mojej chorobie zdałam sobie sprawę jak ważna jest dla mnie rodzina, przyjaciele i druga połówka. Jak wiele mam koło siebie osób, które mnie zawsze wesprą i jak trzeba przyniosą szarlotkę albo białą czekoladę na białe krwinki!
I jestem wdzięczna jej za to, że tak naprawdę dopiero teraz mogę normalnie żyć, bo wiem jakie to życie jest delikatne i kruche. Nie warto się sprzeczać o głupoty i być upartym. Teraz siedzę i śmieję się z siebie przypominając różne sytuacje i myślę "HAHA JAKA JA BYŁAM GLUPIA", teraz już będę mądra. Obiecuję!

piątek, 2 września 2016

Jestem łysa

U facetów normalka, ale kiedy ktoś widzi łysą dziewczynę. Szok, szok, szok. Niektóre dziewczyny mają taki image, a niektóre są po prostu chore jak ja i nie z własnej woli musiały się pozbyć włosów. A ludziska się patrzą. Mi to nie przeszkadza, bo nawet tego nie zauważam. Zobaczyłam to raz podczas schodzenia z góry 3 krzyży w Kazimierzu KLIK jakby ktoś chciał obejrzeć super szybką i krótką wyprawę, bo siły niestety nie te. 2 następne dni ją odsypiałam! Wracając do tematu łysej pały, głównym bohaterem jest chłopak w zbliżonym do mojego wieku. Powiem Wam, że aż sama byłam w szoku. Może to mój urok osobisty, ładny makijaż, niebieskie oczy lub piękny uśmiech. Jednak postawiłam na to, że jednak czapka na głowie gdy na dworze prawie 30 stopni. Ten właśnie nasz bohater nie spojrzał się jak to zwykły człowiek, ale wgapiał się we mnie. Naprawdę byłam zdziwiona, bo mijało mnie wiele dzieci i dorosłych i babć, które zawsze uważane są za wścibskie. A jednak, ale wybaczam. Myślę, że właśnie tutaj tkwi problem. My onkoludki  możemy wyjść do ludzi na miasto z rodziną na lody czy cokolwiek, nie w tłum, ale możemy. Dla niektórych z nas, głównie piszę o dziewczynach, takie wgapianie jest niekomfortowe. Z tego wynika to, że strach jest wyjść, dlatego kochani nie patrzcie się z przerażeniem. Uśmiechnijcie się, ja ze swojej strony obiecuję, że go odwzajemnię! I jak już pisałam, ja osobiście mam gdzieś gapiów dlatego na miasto idę tak:

W Kazimierzu byłam tak:


I tak:


Kobieta zmienną jest :)
I na koniec jeszcze moja piękna Mama #nomakeup #naturalbeauty 

Teraz niestety wróciłam do szpitalnych dresów, ale już wiem w co się ubiorę na kolejne wyjście. Niech żyje próżność !

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Od początku


Późno, bo mimo że 2 chemia była słaba i ze mną było wszystko dobrze. Szare komórki nie działały zbyt dobrze. Jakaś dziewczyna prosiła mnie o napisanie o tym jak to było od początku, więc choroba zaczęła się jakoś na początku maja. Banalnie powiększony migdałek, więc go zbagatelizowałam. Po tym powiększone węzły chłonne z jednej strony, które przesądziły o pójściu do lekarza. Pierwszą diagnozą było jakieś zapalenie, ale pani doktor nalegała również na zrobienie badań czy mam mononukleozę. Niestety, to nie było to. Wtedy dostałam antybiotyki na chwilę pomogły, węzły się delikatnie zmniejszyły. Ja też czułam się lepiej, przez tydzień może dwa. Węzły znowu spuchły po jednej i drugiej stronie szyi, a potem jeszcze z tyłu. Ponowna wizyta u lekarza tym razem wyszłam ze skierowaniem do laryngologa. Dostałam się na wizytę w szpitalu na kraśnickich.  Tam poznałam 2 cudowne kobiety ! Panie doktor, które się mną zaopiekowały i nie dały zrobić krzywdy. Do tej pory mamy kontakt, coś wspaniałego. Zabieg wycięcia kawałka węzła chłonnego do badań 3 dni leżenia i do domu. W sumie, ja nie wiedziałam co się dzieje. Rodzice słyszeli pogłoski o chłoniaku, ale nie chcieli mnie denerwować. Dowiedziałam się o tym dopiero później i wtedy już wiedziałam, dlaczego po zwykłym zabiegu Tata się ze mną obchodził jak z jajkiem. Ja zostałam tylko powiadomiona o tym, że małe ilości leukocytów mogą być spowodowane leukopenią. Tylko, że liczyłam na zwykłą infekcje. Hehe no, ale cóż. W czwartek w 3 tygodniu po zabiegu Mama wróciła do domu i wtedy też na wieczór poczułam ucisk w klatce. Sprawdziliśmy puls wyszło 120, to nie dobrze. Rano puls sie utrzymywał, więc przeszłam się do lekarza rodzinnego. Jedna tabletka na spowolnienie, słabo podziałała. Druga na uspokojenie i skierowanie do szpitala. Wracam spokojnie do domu dzwonie do Mamuśki, ze mam skierowanie. Ok, ale Mama ma do innego szpitala, Tata zaraz po mnie będzie. No dobra, to czekam. Jedziemy, patrzę hematoonkologia i transplantacja szpiku, ale dalej myślę, że chodzi o za wysoki puls. Wchodzimy ja wciskam doktorowi ekg. Robią mi badania krwi, okej. Siadamy, czekamy, a ja dalej myślę, że jestem tam przez zbyt wysoki puls. W końcu w jakiś sposób z rozmowy wychodzi, że są już moje wyniki węzła. Oczywiście dalej nie połączyłam do końca faktów. Te tabletki naprawdę były mocne ! I wtedy do siebie poprosił nas lekarza, a resztę opisałam już w poście ..... http://fashianne.blogspot.com/2016/07/troche-sie-teraz-zmieni.html?m=1 A i trzymajcie kciuki !

piątek, 5 sierpnia 2016

Szczęściara



Wczoraj rano wróciłam do szpitala, miałam pobrany szpik do badań i ponownie spotkałam się ze swoja ulubioną współlokatorką. I tak sobie wczoraj wieczorem stwierdziłam jak cudowne jest moje życie. Mam wspaniałą, pozytywną rodzinkę. Najlepszego chłopaka na świecie, z którym jak widać przetrwamy wszystko. I świetnych przyjaciół i znajomych, a nawet nieznajomych, bo poznaje ostatnio wiele genialnych ludzi. Dziękuję wszystkim !! Teraz wrócę do pobranego wczoraj szpiku. Jak wiecie miałam zostać w szpitalu na dłużej, ponieważ z 90% niedobrych komórek chemia zdołała zabić tylko 70%, czyli zostało 20%. Sporo. Przy tak małym spadku, wyniki nie powinny wzrosnąć, a jednak ! Stąd 3 piękne dni w domciu. Wczoraj po wstępnych badaniach okazało się, że w szpiku zostało tylko 3%. Radość maksymalna! Jako jedyna osoba z 170 w Polsce, które były leczone w taki sposób dostałam takiego spadku. Cieszyliśmy się niesamowicie, a dziś jest jeszcze lepiej. Po dokładniejszym badaniu wyszło, że zostało 0.2%. Jak ?! Jak ?! Jak ?! Bo jestem SZCZĘŚCIARĄ! Haha i ja o tym bardzo dobrze wiem :). Teraz trochę mniej szczęścia, bracia niestety nie są zgodni, więc zostaję zapisana na listę oczekujących. Módlcie się i trzymajcie kciuki za szybkie odnalezienie dawcy! Kto wie może już na mnie czeka w gotowości. Teraz idę drzemką świętować dobre wyniki również morfologiczne.

wtorek, 26 lipca 2016

Chemia, chemia i po chemii




Chemia trwała u mnie 7 dni. Ogólnie nic specjalnego, trochę zmęczenia i już. Ważne żeby pić dużo wody to jest około 3 litrów dziennie. Także dnie zlatywały na podłączaniu do kroplówek (chemii), co 5 minutowych przechadzkach do toalety i jedzeniu. W między czasie odwiedziny bliskich, telefony, rozmowy na facebook'u albo spacery po skromnym korytarzu z wieszakiem i zawieszoną na nim kroplówce. Co nawiasem mówiąc musiałoby dla ludzi "z zewnątrz" wyglądać przerażająco.
Aby rozwiać wszelkie wątpliwości: nie rzygałam, nie łaziłam po ścianach z bólu i nie, nie są to męczarnie całymi dniami w łóżku z miną umierającego. Chociaż są również takie przypadki słyszałam ,że pozostają rzadkością.

Za to gorzej po chemii

Chemia polega na wyniszczeniu złych, niedobrych komórek i wypłukaniu ich z organizmu, dlatego trzeba pić dużo wody, lecz niestety przy zabijaniu tych złych tracimy również te dobre. W następstwie spada nam odporność, leukocyty, hemoglobina wszystko leci na łeb, na szyje.
Najpierw zrobiło mi się paskudne zapalenie w buzi, o tym zostałam ostrzeżona na wejściu, ale i tak nie wiedziałam co mnie czeka. Bolało jak diabli. Przez parę dni niestety tylko papeczki, kisieleczki, sereczki i na szczęście bardzo dobre polecone przez Ole(DZIEKUJĘ) nutridrinki, które pomogły również na bóle brzucha. W 2-3 dzień zapalenia dostałam pyralginę na wieczór, ale była IMPREZA, zjadłam bezboleśnie czekoladę i nawet biszkopty w prawdzie z wody, ale nie narzekałam !
Potem do zapalenia dołączyła gorączka w nocy przebierałam się i myłam dwa razy, na szczęście rano byłam jak nowo narodzona. Na następny dzień po południu sytuacja się niestety powtórzyła, na szczęście tym razem gorączkę udało mi się zapocić w zarodku. Noc spędziłam spokojnie słodko śpiąc.

Po paru dniach laby i lenienia się, wczoraj ponownie dopadła mnie wysoka, na tyle żebym się w końcu zlękła gorączka. Po podaniu leku spadła, ale nagle zaczęły się drgawki, trzęsłam się z zimna temperatura znowu zrobiła HOPS do góry, a ja i moje łóżko wi(b)rowaliśmy w tańcu. Coś jest nie tak, więc trzeba pobrać krew. 3 pielęgniarki, parę prób i nie dużo, ale się udało. Dla tych co nie wiedzą w czasie tak wysokiej gorączki wkłucie w żyłę jest, wręcz niemożliwe. Dostałam następny lek i wszystko ustało. Zmęczona po wieczorze pełnym wrażeń, ale szczęśliwa z powrotu SUPER współlokatorki, spokojnie spać.


Dziś, chociaż dzień rozpoczął się pięknie, niestety zakończył się oddzielnym śmietnikiem.. We krwi rozwinęła się brzydka, paskudna, ble, fu bakteria. Oczywiście już się nią zajęliśmy. Ja próbuję zabić ją śmiechem, a doktorzy lekami. Myślę, że szybko zadziała !



piątek, 22 lipca 2016

Hemoglobina, taka sytuacja.

 Nie podoba mi się taka sytuacja, ale wyniki poszły w dóóóół. To nie mistyfikacja, że hemoglobina ledwo zipie. Niestety banki krwi również.


Kto może i ma taka ochotkę to zapraszam do oddawania http://www.rckik.lublin.pl/  na stronie są informacje gdzie można to zrobić. Możecie podawać moje imię i nazwisko wtedy będzie krew szła prosto do mnie, ale mam nadzieje, że szybko będę mogła korzystać juz z własnej :D A krew na pewno się nie zmarnuje !



Akurat trafiłam też na idealny czas jak się nie zachlejecie to można oddać krew jeszcze dziś wieczorem na placu i jutro na arenie. Polecam mała rzecz, a chorego człowieczka cieszy ! W ramach podziękowania wstawię dziś zdjęcie uśmiechniętego łysolka po swojej dawce krwi ARh+ <3


Do tych co zachlali albo nie mogą oddać krwi wiec chlać będą, pijcie za moje zdrowie !! :D

sobota, 16 lipca 2016

Trochę się teraz zmieni.




W życiu potrafią zaskoczyć różne rzeczy i osoby. Ciąża, chłopak z pierścionkiem, pies wylatujący na drogę pod samochód. Mnie zaskoczyła choroba, miały być wycięte migdałki, miały być powiększone węzły chłonne od infekcji, miało być dobrze po wycięciu węzłów do badań histopatologicznych, miała mi się polepszyć hemoglobina od natki pietruszki.

Wtedy doktor usiadł ze mną i moimi rodzicami i nas zaskoczył. To białaczka. Jest piątek w poniedziałek zapraszam do szpitala, niestety za szybkę.

Te 3 dni chociaż wtedy mijały szybko, teraz dopiero wiem jak potrzebne były. Trzeba powiedzieć rodzeństwu, przyjaciołom, chłopakowi. Każdy pokazuje kompletnie inną reakcje. Jedno jest wspólne przerażenie i okropna niewiedza. Spędzić czas z rodziną, tą krew z krwi i tą przybraną. Dużo ciepła, miłości dobrych uczynków, lecz w dalszym ciągu okropne przerażenie. I moje odczucie, zmęczenie ciągłe zmęczenie. Chodzeniem, rozmowami, samym siedzeniem.

Poniedziałek, czekamy na przyjęcie. Idziemy na górę, przemiłe pielęgniarki zdziwione, że ktoś przyszedł do nich, w końcu z wielkim uśmiechem. Ja strach, teraz się uśmiecham, ale co jak wejdę i zobaczę chore osoby. W końcu ja też jestem chora, też tak będę wyglądać, ale to nic. Teraz siedzę i poznaję swojego doktora. Zaraz obok siada znajoma twarz i uspokaja, że tutaj się mną zajmą. Dziękuję Maćku, że masz tak cudowną siostrę i dzięki Tobie ją poznałam. Doktor o coś pyta, ktoś mi sprawdza ciśnienie, pani pielęgniarka o coś się mnie pyta, cudowna Ania mnie przytula, Mama czeka parę kroków dalej. A mi się chce do toalety, zaraz rozerwie mi pęcherz, lecz dalej się trzymam z UŚMIECHEM na ustach ! Chwila moment i w końcu ulga, toaleta. Haha.

W końcu ostatni buziak z Mamą biorę manatki i wchodzę. A tam ! Normalni ludzie, uśmiechnięte kobiety, chętnie wytłumaczą jak będzie. Nie będzie, źle tylko smak stracisz. I włosy, ale smak gorszy. Uwierzyłam.

Wtorek zaczął się chemią "fryzjerem". Już wiem, że włosy wypadną na bank, ale to nic. Potem znowu rodzina i lekarz. Następna informacja to ostra białaczka szpiku, bracia muszą zrobić badania. Będzie przeszczep. Czekamy.

Środa, czwartek, piątek to przyzwyczajanie się i niestety pożegnanie z moim GURU od chemii, tęsknię.

Teraz jest sobota wieczór i dalej wierzę, że dużo można zdziałać samym pozytywnym nastawieniem.

Dużo czytania, bo temat trudny. Dużo pisania, bo temat trudny. Urywam wątek i zapraszam na następny post, bo jestem zmęczona. Co jest niesamowite, że w dalszym ciągu jestem szczęśliwa, codziennie z UŚMIECHEM. Jutro też go nie zabraknie :)

czwartek, 2 czerwca 2016

About longing for something

Blood test, waiting,
hospital, waiting, 
blood test, waiting. 
I am sick of it, just cut this freaking tonsils out !
Seriously, I miss singing.



czwartek, 7 kwietnia 2016

środa, 24 lutego 2016

London

Birthday present for my love, Weekend in London. So first day after 16h of travel at 2 pm we have to wait a couple more hours because our room wasnt ready. So, OK we just go to PRIMARK, my loveee. At 6 pm we fall asleep and woke up at 8 am. And now our trip started !


First the english breakfast, i am crazy about this beans.

And now "the must see" in London
Big Ben


London Eye



 Through Horse Guards Parade


 And St. James's Park


 And Buckingham Palace 



And Green Park

And Wellington Arch
Next was oxford street i didn't make a photos, it is just shops. But in next posts you will see what i bought :)

 And the last day, with all of ours bags,
 at the end i wanted to shoot myself in the head..
Again start at London Eye

 And Embankment



 And Trafalgar Square

 And Chinatown




 And the sad part, going back home


If you want more watch the film with my cover :)